Piszę jak jest

with 1 komentarz
Email to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+

Ja, mama, na dzień mamy…

Byłam dziś z Emi w szpitalu w Lublinie. Jak to zwykle – parę godzin spędzonych na kanapie na holu – czekanie na badania, na wyniki, na recepty, na leki…  I tak od 9:00 do 15:00. Trochę się z Emi pośmiałyśmy, coś porysowałyśmy, poobserwowałyśmy szpitalne życie. Wielka lekcja pokory i wyprostowanie perspektywy – czym są moje kłopoty w obliczu prawdziwego cierpienia.

Miałam czas trochę „pointernetować”.

Blogi. Tutaj ciasto z rabarbaru, tam jakieś DIY. Przetwory i OOTD. Dzieci blogerek proszą o dokładkę jarmużu, mąż z kotem w objęciach przemyka w tle… zblurowany.

Podziwiając ten pastelowy świat łatwo zapomnieć, że to tylko połowa prawdy. Łatwo obrazić się na los i stracić z oczu własne szczęście.

To ja tutaj będę pisać jak jest.

Bo wiecie – moje dzieci się tłuką codzien czasami, i rzy wymiotują jak chorują. I ciągle grają w minecrafta. A mąż jest nerwus. I pracuje całe dnie i noce –  i nie ma nawet czasu zmienić wody w akwarium. A mama-babcia jest pesymistka. I co gorsza ogląda wszystkie scripted docu seriale (łącznie ze „szkołą”).

Pasowałoby uczciwie napisać coś o sobie. No to wam powiem, że określenie “roztargniona” jest w moim przypadku bardzo delikatne. W rezultacie moje życie jest usiane różnymi wtopami i bombami żenad.

Urwałam się z choinki

dzieło Emila – skubana coraz lepiej rozkminia fotoszopa.

Ale ogólnie jestem z siebie zadowolona. A z mojej crazy rodzinki to nawet mega zadowolona – kocham ich najbardziej na świecie i  nie zamieniłabym ich na żadną pastelową fatamorganę.

DSC_0127

 

róże od dzieci na dzień mamy, cebulka od babci-mamy… chyba na dzień dziecka… zwróćcie uwagę na wazonik  <3

xxx

Email to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+
  • selva

    Też kocham tą rodzinę <3