Gdzie jest mój dom? Wakacje w Chorwacji 2015. Co warto zwiedzić i jak się mieszka na kempingu.

with 3 komentarze
Email to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+

Zbliżał się dzień wyjazdu, a ja nie cieszyłam się tym tak bardzo jak zazwyczaj. Tłukła mi się po głowie myśl, że najlepsze odkrycie wakacyjne, przepiękne Podobuce, już za mną. Że przecież nie może być piękniej. Miałam rację. Nie było piękniej. Ale odkryliśmy coś innego – coś równie cennego. A więć startuję: Co warto zwiedzić w Chorwacji i mieszkanie na kempingu.

W zasadzie to… Chętnie jutro znowu pojechałabym pod namiot.
Wrócę kiedyś do Podobuce – to pewne. Ale wiem także, że wakacje na kempingu to przygoda, którą na pewno chcę powtórzyć. Może nawet za rok?

Wybraliśmy kemping, aby choć trochę rozładować budżet – nadwyrężony kilkoma niespodziewanymi wydatkami. Rezygnacja z wyjazdu nie była brana pod uwagę.

A skąd to się w ogóle bierze, że na wakacje muszę wyruszyć w świat? Myśl myśl myśl…Chyba chodzi o przerwanie monotonii. O nasycenie się pięknem i dobrem, nowymi kolorami, zapachami, smakami. Czytam sobie, że gdzieś tam, hen daleko jest jakieś magiczne miejsce, a potem pokonuję kolejne zakręty, każdy z coraz większą ekscytacją, żeby to miejsce odnaleźć..

Dziwne?… Zamiast tego mogłabym… kupić nowe meble. Albo wielki przeogromny stos ciuchów z Mango. Albo może ten odkurzacz co sam odkurza 😉
Nie dziwne.

DSC_0038-01

Biograd na Moru, kemping Park Soline

Od jakiegoś czasu, nieśmiało oglądam namioty i przyczepy kempingowe dostępne na rynku. Może kiedyś. Tymczasem skorzystaliśmy z oferty VACANSOLEIL. Zarezerwowaliśmy 10 dniowy pobyt w już rozstawionym 🙂 i dobrze wyposażonym namiocie. Za wyjątkiem pościeli jest tam wszystko, czego turysta może potrzebować. Nawet korkociąg, którego zazwyczaj brakowało w apartamentach!

DSC_0051-01

Tak że tak…
Może i soft-biwak, bez rozbijania i pompowania, ale jednak przygoda jest. Natura czai się tuż tuż. Zagląda ci do garnka (mrówki) i nie daje o sobie zapomnieć nawet gdy zamkniesz oczy. Cykady skrzeczą na pełny regulator. Dopiero nocą zapada cisza. Bywało, że się tę ciepłą, chorwacką nockę przespało przed namiotem.

Zaraz zaraz, ktoś zapyta. Cisza na kempingu? Ano!
Wielu bywalcom polskich pól namiotowych minionej epoki – i mnie też – kemping kojarzy(ł) się z nocnymi ekscesami i towarzystwem zombie za dnia…

Tymczasem na kempingu

Park Soline mile nas zaskoczył. Rankiem towarzystwo kempingowe wybiera się na plażę i tam spędza czas do południa. O tej porze kemping ponownie się zaludnia. Prysznice szumią, aperitif, powietrze pachnie niebiańsko. Wiadomo – kuchnia śródziemnomorska. Na stołach lądują głównie makarony, rybki i sałaty. Digestif. Sjesta. Deserowy burek, paski ser, owoce. Leżaczek, hamaczek, książka. Ufff jak gorąco.
Ktoś gra w karty, ktoś w grę planszową. Maluszki śpią w cieniu oliwek. Ciche rozmowy, śmiechy

DSC_0879-01

Po 15-stej następuje ożywienie. Można się znowu wybrać na plażę.

DSC_0412-01

Można sobie zrobić jakąś wycieczkę

Niezaprzeczalną zaletą jest położenie kempingu, który jest dogodnym punktem wypadowym do wielu, wielu atrakcji w okolicy.

Bardzo pokrótce:

ZADAR

Pozytywne zaskoczenie. Chorwacja lata temu urzekła mnie połączeniem gór i morza. Dwóch niezwykle wyrazistych krajobrazów, których w Stalowej Woli… nie ma. A więc kontrast, totalna odmiana.
Tymczasem Zadar jest… dość płaski. A uroczą jak się okazało starówkę, otaczają bezduszne dzielnice przemysłowe, opuszczone, ziejące pustką betonowe molochy, wreszcie blokowiska. Obrazu dopełniają widoczne na elewacjach mrówkowców ślady wojny.
Ale dotarliśmy do starówki. I wracaliśmy tam wielokrotnie. Spacer promenadą. Jakie niesamowite i zaskakująco melodyjne dźwięki potrafią wyczarować fale Adriatyku na morskich organach. Kuba przykłada uszko do chodnika – słuch płyt 😉
Następnie, wraz z dziesiątkami innych widzów, oklaskujemy słońce w dowód uznania za spektakl jaki nam zgotowało chowając się za horyzontem. Potem chwila igraszek na instalacji Pozdrav Suncu.
Wracamy na forum. Odwiedzamy Muzeum Archeologiczne. Przechodzimy antyczną Kalelargą aż do placu 5 studni, po drodze zatrzymując się przy ciekawej atrakcji: część płyt chodnikowych na placu Petra Zoranica wymieniono na szklane tafle. Można podziwiać rzęsiście oświetlone, do tej pory skryte pod ziemią antyczne mury.

DSC_0107-01

 

SIBENIK

Tutaj spędziłam moje pierwsze chorwackie wakacje. Piękne miasto. Starówka tarasami spada ze wzgórz, których koronę stanowią majestatyczne twierdze obronne, aż do bulwarów ciągnących się wzdłuż nabrzeża rzeki Krka. Łatwo i warto się zgubić w labiryncie uliczek. Klucząc, przypadkiem trafiliśmy do swego rodzaju arboretum zawieszonego wysoko wśród najwyższych dachów Sibenika. To wiernie odtworzony, średniowieczny ogród klasztorny. W tym niezwykle uroczym miejscu można chwileczkę odpocząć na ławeczce, obmyć twarz wodą z fontanny…Wcześniej czy później każdy trafi na Katedrę Św. Jakuba – symbol miasta. Obok niej znajduje się renesansowy, niezwykle malowniczy plac.

VODICE

Kurort – może nawet gwarniejszy od Biogradu. Ładniejszy. Centrum nie jest tak połatane przypadkową architekturą współczesną. Stylowo jednolity i dodatkowo wystylizowany. Zadbany. Może pochwalić się całkiem fajną plażą.
Tylko te tłumy.

DSC_0931-01

WODOSPADY KRKA

Chyba nie mogę jeszcze ich odhaczyć jako atrakcji “zaliczonej”. Mniej więcej w połowie trasy dopadła nas nawałnica z gradem i piorunami. Przeżycie burzy gradowej z piorunami w stroju kąpielowym i na dnie kotliny górskiej… Wspomina się fajnie.
Gdy grad ustał, owinąwszy dzieci (ale się „zakolędowało”) w otrzymane od litościwych Chorwatek worki na śmieci, w akompaniamencie piorunów jak najszybciej uciekliśmy z kotliny. to był jedyny raz kiedy na wakacjach włączyliśmy ogrzewanie w samochodzie. Zaraz zrobiło się wesoło. A parę kilometrów dalej już trzeba było włączyć klimatyzację.
Nawet ten niewielki i mniej imponujący fragment parku który zdążyliśmy obejrzeć zanim rozpętało się piekło bardzo nam się spodobał. Trzeba tam wrócić.

DSC_0777-01

SPLIT

Fajnie jest powłóczyć się uliczkami Splitu w poszukiwaniu śladów pałacu Dioklecjana. Nietrudno je znaleźć. A to połowa łuku wychodząca ni stąd ni zowąd ze ściany, a to starożytny próg, portal, kolumna. Na wiekowej ścianie ślady po niezliczonych, pradawnych oknach. Nasza wędrówka była zupełnie przypadkowa, bez planu i bez wykazu zabytków, które “trzeba” w tym mieście zaliczyć. Ale owszem – klucząc labiryntem chodników trafiliśmy do pomnika biskupa Grgura z Ninu. I do wystawy w podziemiach – miło i chłodno, ale drogo (o wiele ciekawszą wystawę można obejrzeć w muzeum archeologicznym w Zadarze).

DSC_0503-01

 

BIOGRAD NA MORU

Sam Biograd na Moru. No… nie jest to Podobuce. Kurort rządzi się własnymi prawami. Kręcone fryciasy na patyku, tłoczno na plaży… nie powiem.
Ale nie narzekam. Raz na parę lat takie atrakcje są wskazane. Przypomniało mi się Mielno. Tylko parawanu nie ma jak zainstalować.
Miasteczko ucierpiało w czasie ostatnich działań wojennych. Jest “połatane”. Nowe budynki przytulają się do starych kamieniczek. Nie tak łatwo odnaleźć położone mniej więcej w centrum fundamenty średniowiecznej Bazyliki Świętego Jana Chrzciciela.
Kemping łączy z miasteczkiem promenada. Jakieś 3 kilometry. Cała zatłoczona straganami, dyskotekami, piekarniami, lodziarniami, restauracjami. Jest głośno.

DSC_0406-01

 

A nocą…

Do pogrążonych w ciemnościach, rozświetlanych tylko przez dyskretne latarenki namiotów hałas nie dociera. Słychać tylko daleki zaśpiew jakiejś klapy, przyjemne tętno jakiejś dyskoteki. Przytłumiony szmer rozmów sąsiadów. Chybotliwy blask świec i lampionów odbija się od szkła. Kubuś z Milenką oglądają w namiocie jakąś bajeczkę. Emi leży na wystawionym przed namiot łóżku i śledzi światełka samolotów przesuwające się wśród gwiazd. Pewnie rozmyśla, że już niedługo i ona wyruszy śladem jednego z nich.

DSC_0729-01

Jest naprawdę dobrze. Sen na materacu czy hamaku, pod gwiazdami, to naturalny wybór. Jeśli będę chciała podejść do łózka czy do lodówki 😉 to wystarczą mi dwa kroki. Wszystko i wszystkich mam na wyciagnięcie ręki. Wystarczy, że szepnę. Patrzymy na siebie albo na niebo – nie na telewizor.

Pobyt w apartamencie czy hotelu zawsze oznaczał jakieś uziemienie – dzieci śpią – rodzice mogą wyjść co najwyżej na balkon. W czasie sjesty dylemat – czy pozwolić dzieciom na samodzielne wyjście?

 

Na kempingu twoim domem staje się nie powierzchnia zamknięta czterema ścianami, ale towarzystwo najbliższych. Bezcenne.

 

Email to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+
  • Na zdjeciu gdzie ponoc leze jest Kuba, ale mniejsza z tym. Mamo, piekny wpis, bardzo ale to bardzo mi sie spodobal. Rozmyslalam nad ciagiem dalszym mojej ksiazki, jak i w sumie nad samolotem. Teraz jak wiesz jestem juz w Ameryce. Mam nadzieje, ze poza tym, ze nie mam znakow polskich nie zrobilam bledow. Pa… 🙂

    • admin

      Dziękuję ci Córeczko za komentarz!
      Zachęcam wszystkich do wizyty na blogu mojej Emilki: http://emiliaburdzy.pl/
      Grafiki, komiksy, opowiadadania – a właściwie powieść pt „Misja”. Wilki, Konie, magia. Fantasy. Humor.
      Ale jestem dumna z mojej córeczki!