Co warto zobaczyć w Estonii. Gdzie spać, co jesć, co kupić…

Co warto zobaczyć w Estonii. Gdzie spać, co jesć, co kupić…

with Brak komentarzy
Email to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+

Co warto zobaczyć w Estonii? Na początek zadam dzieciom takie pytanie: A co wam się, moje kochasy, najbardziej podobało podczas naszych rodzinnych podróży tam i siam. A one, na pohybel ratuszom, katedrom i zamczyskom, wymieniają:

  • Parapety, antresola i chodzenie po zamarzniętych falach morskich w Estonii.
  • Podwórko przy chacie i nabieranie wody ze studni w Rumunii.
  • Wspólne śniadanie na postoju leśnym przy drodze w Austrii.
  • Mieszkanie w namiocie we Włoszech
  • To, że że ciocia Ewa z nami była w Chorwacji.
  • Owce, które pożarły Emilki kanapkę w Słowenii
  • Skoki do morza i zabawa w kalambury w Bułgarii.
  • Łowienie rybek w oczku wodnym wujka we Francji

Note to myself: nie zamieniaj podróży w kolejne wyzwanie… w listę zadań do wykonania, spis siedmiu punktów do zaliczenia. Nie wyruszaj w świat po to, aby na mapie wbić szpilkę z chorągiewką w najwyższy szczyt, najstarszą ruinę albo czyjąś stolicę. Pojedź tam aby pooddychać. Się zatrzymać i zobaczyć coś z bliska. Patrz – nie rób zdjęć. Dotykaj, nie kupuj. Smakuj. Słuchaj.  Idź w prawo gdy strzałka wskazuje na lewo. Oprócz pytania co warto zobaczyć w Estonii, równie ważne jest pytanie po co tam się wybierasz?

 

Wracając do tematu:

Gdzie spać?

Prawie nigdy nie mieszkamy w hotelach – głównie ze względów finansowych. Jako 5-osobowej rodzinie bardziej nam się opłaca wynajmowanie mieszkań albo obozowanie na kempingu – co baaardzo lubimy. Pomieszkiwanie w ciekawych miejscach to jedna z fajniejszych przygód naszych wypraw. Zawsze znajduję jakiś “last minute” dzięki Airbnb albo na Booking.com.

I takim to sposobem, dzięki internetowym poszukiwaniom, w Estonii zamieszkaliśmy w Skoone Old Town Apartments. Budynek znajduje sią tuż przy murach okalających stare miasto, dwa kroki od wieży Małgorzaty. Wnętrze hali przemysłowej zapełniono apartamentami skupionymi wokół położonego na środku budynku atrium. Poszczególne lofty mają wysokość dwu pięter, przy czym górna część użytkowa znajduje się na antresoli. Rodzinnym hitem okazały się obszerne parapety wysokich okien. Dziewczyny każdą wolną chwilę spędzały siedząc na nich i czytając, słuchając muzyki, rysując, czy też po prostu patrząc na skrzące na mrozie światła starego miasta.

Jeżeli podróżujecie samochodem, to w Tallinie warto wynająć coś z parkingiem. Parkowanie na mieście (szczególnie “starym”) jest sakramencko drogie: do 5 Euro za godzinę. 

Co jeść?

W kuchni północy króluje mięso, przede wszystkim wieprzowina oraz dziczyzna. Łosina to jedno z najpopularniejszych mięs. Popularne są też mięso z dzika i jelenia. Mięsiwa te mogą być podawane jako dania obiadowe (zupy, gulasze, pieczenie) albo jako przekąska do kupienia w delikatesach w postaci kiełbas, pasztetów czy konserw. Widzieliśmy też konserwę z niedźwiedziny (?) ale kto by zjadł misia…

Lubię zerkać w talerze lokalnych mieszkańców, żeby dowiedzieć się, co jest rzeczywiście popularne. Moje obserwacje jednoznacznie wskazują na kaszankę z kapustą.

Widoczne są wpływy rosyjskie – pysznym przykładem będą “Pelmeni” czyli pierogi. Wreszcie coś dla jaroszy. Najczęściej podawane w małej wazie wielkości imbryczka i z kwaśną śmietaną. Kolejny przykład wpływów rosyjskich to bliny z kawiorem.

Piwosze będą się czuli w Estonii jak w raju – wybór piw jest olbrzymi. Inny, typowy dla krajów północnych napój wyskokowy to glogg (czyli grzane wino). Glogg występuje też w wersji bezalkoholowej jako napój dostępny do kupienia w kartonie – jak zwykły sok. Sklepowe półki uginają się od kwasu chlebowego – smakuje on nieco jak cola, ale różni się od niej tym, że jest bardzo zdrowy! W krajach nadbałtyckich spożycie kwasu chlebowego jest podobno większe niż wszystkich innych napojów gazowanych.

Poszkodowani wegetarianie odnajdą coś dla siebie w hipsterskim Telliskivi, jednej z najciekawszych dzielnic Tallina. Kafejki, restauracje, piekarnie… A’propos piekarnii: “północny” chleb to zupełnie inna bajka: bardzo ciemny, często na melasie, taki a’la pumpernikiel. Polecam piekarnię Muhu Pagarid, właśnie w Telliskivi.

Co kupić?

Do głowy przychodzi mi słodki likier Vana Tallin (a w Rydze gorzki, jałowcowy “Riga Balsam”). Sprzedawane na straganach, prażone w miodzie i przyprawach migdały. Czekoladki, bombonierki oraz marcepany marki Kalev
My z podróży najczęściej przywozimy właśnie produkty spożywcze, a potem, już w domu organizujemy imprezy “tematyczne”, podczas których mam okazję wyżyć się w kuchni. Ale jeżeli ktoś poszukuje pamiątek “trwalszych”, to spacerując ulicami Tallina zauważyłam że na wystawach sklepowych królują ręcznie robione, wełniane swetry, kapcie i rękawice ozdobione w ludowe wzory.

Co warto zobaczyć w Estonii?

Wybaczcie ze aż tyle zdjęć po z naszej wyprawy to fotki wykonane po ciemku ale… w styczniu w Tallinie słońce wschodzi po dziewiątej a zachodzi tuż po piętnastej!!! 

No to startujemy. Wyruszamy ze Stalowej Woli nocą. O brzasku stado łosi przebiega nam przez drogę w okolicach Białegostoku. A Litwa wita nas mgłą. Zimowe klimaty za oknem budują nastrój naszej wyprawy. Tajemnicza kraino północy! Nadjeżdżamy! O zmroku przekraczamy granicę z Łotwą. Kierunek Ryga.
Mieszkanie na nocleg mamy zarezerwowane w samym centrum ryskiej starówki: przy placu katedry Św Piotra. Z sypialni mamy widok na wieże świątyni. Późna pora przyjazdu nie zniechęciła nas do spaceru po mieście. Natrafiliśmy na jakiś festiwal, dni kuchni lokalnych. W kotłach, na kuchniach polowych, żeliwnych paleniskach przyrządzano swojskie potrawy. W namiotach stylizowanych na leśne chaty można było kupić pamiątki, książki, wziąć foldery i ulotki. Jako napitek królował oczywiście glogg. Spróbowaliśmy pysznej zupy “z wkładką” z Łosia, czekoladowych grzybków i ciasta faszerowanego “jeleniną”.
Nasz spacer zwieńczyła bitwa na śnieżki!

Rankiem startujemy dalej – do Tallina. Część trasy biegnie wzdłuż wybrzeża Zatoki Ryskiej. Korzystamy z okazji, żeby się przywitać z morzem i biegniemy na plażę. Zatoka, skuta lodem milczy. Stoimy tam jakiś czas, wdychając wilgotne, pachnące mokrym lodem powietrze.
Estonia wita nas słońcem. Im dalej na północ, tym śniegu mniej. Pod wieczór (czyli tak około 15) docieramy do Tallina. Wprowadzamy się do Skoone.

Kolejne dni poświęcimy na włóczenie się po mieście i po okolicy. Ponizej kilka pomysłów na to, co warto zobaczyć w Estonii.

 

Tallinn stare miasto

Otoczone murem obronnym stare miasto jest naprawdę niewielkich rozmiarów. Ze względu na ukształtowanie terenu można wyróżnić dwie jego główne części: jedna z nich skupiona jest wokół uliczek odchodzących promieniście od placu ratuszowego a druga to wzgórze zamkowe Trompea. Ze wzgórza rozciąga się piękny widok na cały Tallin. Wśród uliczek na szczególną uwagę zasługuje “Katarina Kaik”. Uwaga! Niełatwo ją odnaleźć, gdyż jest malutka a wejście do niej (to od strony murów) przypomina zwykłą bramę. Naprawdę malownicze miejsce: urocze witrynki zakładów rzemieślniczych, tajemnicze płyty kamienne przymocowane do murów.

Zastanawiam się, czy karmienie miejskich gołębi jest legalne; nie robił tego nikt więcej oprócz nas.

Stare miasto czyli Vaana Tallinn robi bajkowe wrażenie. Średniowiecze i renesans. Cerkiew Aleksandra Newskiego i protestancki zbór p.w. Św Olafa. Matrioszki i muminki.

Od zachodu do starego miasta przylega…

… dzielnica Telliskivi.

Niegdysiejsze, post-ZSRR magazyny i inne zabudowania dworcowe dziś odradzają się jako miejsce spotkań, wydarzeń kulturalnych, kiermaszy i skupisko najmodniejszych hipsterskich knajpek. Betonowy mur staje się galerią murali, starą suwnicę oplata girlanda świateł.

Od wschodu stare miasto graniczy z…

… dzielnicą Rotermanni.

Ta część miasta, podobnie jak Telliskivi również przechodzi obecnie metamorfozę. Stare, XIX wieczne fabryki, dzięki odważnej renowacji zapełniają się awangardowymi butikami i restauracjami, ekskluzywnymi apartamentami i biurami.

Tylko kilka kroków dzieli stare miasto od…

… wybrzeża Zatoki Fińskiej.

Nadbrzeże zamyka dziwna struktura architektoniczna: budzący grozę betonowy moloch, który zdobywamy mozolnie (ja na czworaka) pokonując dziesiątki oblodzonych schodów – niczym jakąś piramidę Azteków. To Linnahall, zbudowana z okazji olimpiady 1980 roku platforma widokowa, z której kibice mogli podziwiać sporty wodne. W jej czeluściach mieściło się chyba lodowisko. Kompleks ma być do 2019 roku zrewitalizowany.

Synek pasjonuje się żeglugą, nie mogliśmy więc nie odwiedzić słynnego…

… muzeum Lennusadam.

Stare hangary hydroplanów przekształcono we wspaniałe muzeum techniki morskiej. W błękitnym półmroku, przemierzając zawieszone pod betonowymi kopułami kładki i wijące się niczym szlaki na mapie piratów ścieżki zobaczyć można wszystko, co kojarzy się z nowożytną marynarką. Wrażenie podwodnych głębin pogłębia unikalna akustyka – efekt ogromu przestrzeni i ukształtowania sklepienia. Jedną z głównych atrakcji jest podwieszona na środku hangaru prawdziwa łódź podwodna Lembit, którą można zwiedzić również od środka. A w środku łodzi aranżacja sprawia wrażenie, jakby tuż przed chwilą, czyli gdzieś około roku 1938, załoga opuściła pokład. Na kuchni garnki, na biurku kapitana rozłożony dziennik.
W przylegającym do Lennusadam porcie zacumowano kilka muzealnych statków – w tym lodołamacz Suur Toll. W lodołamaczu zwiedzamy nie tylko klimatyczne kajuty oficerów, elegancką mesę z klawikordem, ale i mroczne bebechy jednostki. Kręcone wąziutkie schody, kotły, mosty, wały. Wszystko takie olbrzymie. Wszechobecny zapach smaru dopełnia klimatu.

Niejako uzupełnieniem tego, co można zobaczyć w Lennusadam jest wystawa morska zlokalizowana we…

… wieży Małgorzaty

Tutaj, pokonując jej kolejne piętra, zapoznamy się z historią żeglarstwa: od starożytności po czasy współczesne. Muzeum we wieży to raj dla modelarzy. Ostatni etap to wyjście na dach baszty a tam czeka na nas widok na stare miasto.

 

Wycieczki poza miasto.

 

Powyżej skupiłam się na stolicy Państwa. Dalej kilka pomysłow na to, co warto zobaczyć w Estonii, przy czym skupiam się głównie na okolicach Tallina.
Przemierzając estońskie wybrzeże zwróciliśmy tak zwany klint bałtycki, który ciągnie się od wysp szwedzkich aż po Sankt Petersburg. Uskok ten raz staje się przybrzeżnym klifem to znów, cofając się w głąb lądu tworzy urwiska lub, napotykając na rzeki, wodospady:

Jagala Juga

Nie wiem jak wodospad wygląda latem, ale zimą wrażenie robi niesamowite. Woda i mróz tworzą stalagmity i stalaktyty. Ograniczona paleta kolorów zimowej przyrody uwydatnia zaskakujący, bursztynowy kolor lodu. Im bliżej podchodzimy do wodospadu tym huk staje się większy – aż do zupełnego ogłuszenia – gdyż podejść można naprawdę blisko. Nie zauważyłam żadnych barierek – być może latem można się tu nawet pluskać.

Keila Juga

Wodospad może mniej spektakularny, ale za to położony w uroczym parku pałacowym, gdzie wiele kładek i ścieżek pozwala na podziwianie go (oraz wielu innych, licznych kaskad) z perspektywy wielu różnych punktów widokowych.

Po drodze z Tallina do Keila Juga warto zrobić postój na punkcie widokowym na szczycie…

… klifu (czyli klintu)

Ja mam lęk wysokości. Ale warto było przełamać strach i spojrzeć w dół.

Na tej samej trasie znajduje się też bardzo ładna…

… plaża Vaana Rand (Vaana Joesu).

Moją uwagę zwróciły leśne wioski czy też osiedla położone w lesie, nieopodal Vaana Joesu. Mamy tu stare, ale zadbane i pięknie wymalowane chatki przywodzące na myśl krainę muminków. Czasem mijamy designerskie, nowoczesne domki. I nie jest to bynajmniej osiedle wytyczone wg zasad geometrii. To jest kręta, prastara, leśna ścieżka.

 

Zapraszam do obejrzenia galerii (opisy zdjęć pojawią się po kliknięciu):

Inne atrakcje: co warto zobaczyć w Estonii a w szczególnosci w okolicach Tallina.

Tam nie dotarliśmy, ale podobno warto:

  • Spacer murami obronnymi Tallina,
  • Wieża telewizyjna w Tallinie
  • Skansen Eesti Vabaõhumuuseum,
  • Kraina bagien w rezerwacie przyrody Korvemaa.

 

Email to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterPin on PinterestGoogle+